piątek, 5 września 2014

Nasza prywatna wyspa :)

Jak już wcześniej wspominałam skręcaniem naszej wyspy zajął się mąż z bratem, dzięki czemu ja mogłam zrobić spiżarnie.
Dziś zobaczycie jak się całość prezentuje :)
Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego, więc i dumna :) Udało nam się zaprojektować i skonstruować wyspę taką jaką chcieliśmy łącznie z frontami :) 
Wyspy, które nam proponowali w salonach były albo kosmicznie drogie albo musieli byśmy iść na kompromisy bo, np. nie mieli białych, matowych frontów, nie było opcji uchwytów takich, jakie nam się podobały itd...

A wystarczyło trochę chęci i  pomyślunku :) 

Nie montowaliśmy jeszcze cokołów ponieważ czekamy na tylną ścianę wyspy. Na montaż czekają również: półeczka, obraz, listwy przypodłogowe, lampa nad stół.... ale na wszystko przyjdzie pora. Po drugiej stronie wyspy staną dwa hokery.
Robimy kilka rzeczy na raz stąd pewne braki :) Tak czy owak, garderoba pod schodami prawie gotowa, przedpokój pomalowany :)


Our private Island 

As I have mentioned before our kitchen island has been assembled by my husband and my brother, so I could work on the storeroom meanwhile.
Today you will see how it all looks like together 
I’m very proud and happy with the end result. We managed to design and build an island exactly as we wanted it (including front panels).  
Islands we've seen in the few showrooms were either extremely expensive or required compromise on our end – white-mat front panels were not available or we didn't like their door handles.

To get what we wanted we just had to be smart and creative :)

We didn't put the plinths up yet, as we still are waiting for the back panel. One of the shelves, a painting, skirting boards and a lamp for the dining area are still missing, but we will get there eventually. On the back side of the island we will have two bar-chairs.

We try to do few different things at the same time so this is why things are still missing :) Under-stairs storage is also almost ready and our hall has been re-painted :) 
















Blat potraktowałam olejem 4 lub 5 razy, już nawet nie pamiętam.

I put 4 or 5 coats (don’t remember now) of oil on the worktop.



A teraz małe przypomnienie jak było kiedyś i jak jest teraz :D

Little reminder: before and after :D







A tak jest teraz:  :) :) :) :)

This is how our kitchen looks now  :) :) :) :)












Photos: Adriana & Piotr Musiela

niedziela, 24 sierpnia 2014

Spiżarnia gotowa :) Dumna :)

Kolejne zakupy za nami, tym razem udało się wszystko zapakować :) Nie obyło się oczywiście bez nerwów, bo samochód znowu był pełny i nie wiedziałam do końca, czy to będzie nasz ostatni kurs do Dublina :)
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło :)

Udało mi się wreszcie urządzić spiżarnie, złożyliśmy wszystkie półki i wczoraj powstała moja wymarzona :) Taaaaaak się cieszę!!!! Teraz jest przejrzyście, wiem co mamy, czego brakuje, zwolniły się dwie duże podwójne szafki w kuchni i jedna pojedyncza. Wszystko ma swoje miejsce, jasno, nie ma już zagraconych szafek, poukładanych rzeczy jedna na drugiej.
Mąż z bratem skręcali wyspę kuchenną i dzięki temu ja miałam czas na zorganizowanie kuchni - dzięki wielkie brat!! :*
Jest już sporo zrobione, skręcone biurka, biblioteczki, komoda, wyspa kuchenna ( choć jeszcze trzeba ją dopracować),pomalowana ściana farbą magnetyczną i tablicową (po 3 razy) ale jeszcze trochę przed nami :) 
Chcąc nie chcąc pomalowałam również wnękę pod schodami, która będzie naszą garderobą. Po prostu jedno łączy się z drugim. Aby zrobić spiżarnie musiałam usunąć z niej wszystkie rzeczy, najlepszą miejscówką jest wnęka pod schodami, która oczywiście była zawalona. 
Biegałam jakieś 1200 razy do szopki przenosząc rzeczy. Oczywiście wszystko jest ładnie poukładane na półkach, które były wcześniej w spiżarni.
Jak już wszystko usunęłam spod schodów to stwierdziłam, że przed zmontowaniem garderoby trzeba przecież pomalować :) 
To był baaaaaardzo pracowity weekend, ale opłaciło się :D Jestem dumna :) :) :)

I kolejny raz, spisała się :) 


To zaczynamy:















środa, 13 sierpnia 2014

Zakupy, czyli co robię w wolne dni :)

W pierwszy wolny dzień z ranka wybraliśmy się do Dublina na zakupy. Było co kupować więc do sklepu wchodziliśmy 3 razy - sprawdzaliśmy co chwilę ile jeszcze nasza czarna wielbłądzica w sobie zmieści :)
Zmieściła duuuuużo, ale za mało hehehe Zostało jeszcze dużo do kupienia. 
Na pierwszy ogień poszły komody, (nie było ich wiele), biurka (bo najdłuższe) oraz garderoba a raczej system przechowywania, który będzie pod schodami (ze względu na długie szyny), aaaaa i szafka do salonu :)
Podjeżdżamy wózkami pod samochód i........ O boshe jak my się spakujemy!!! A zostało jeszcze wiele do kupienia.




Hmmmmm i gdzie włożymy reszte??? :) no nie powiem, że zrobiło się nerwowo hehehe

Wzięliśmy resztę rzeczy, ale nie mebli :( gdy mieliśmy pełen koszyk drobiazgów okazało się, że nie wzieliśmy podstawowego systemu do spiżarni!!! Echhhhhh... 
Tak czy owak musimy wrócić po resztę :)

Nasza czarna "wielbłądka" miała dość i powiedziała, że więcej już nie bierze, aż jej się kolana ugięły :)


W drodze powrotnej wstąpiliśmy do znajomych więc w domu byliśmy o 1.30













W poniedziałek zaczęło się wielkie skręcanie i porządkowanie. Zdążyłam złożyć szafkę do salonu i szafkę pod tv ( z małą pomocą męża) :)
















....No i przyszły moje lampy nad wyspę :)







Wczoraj malowałam kuchnie, wieczorem udało mi się też "dziabnąć" jedną ścianę farbą magnetyczną (ale to na osobny post). Mąż skręcił sobie biurko, ale nie da się wejść do pokoju żeby zrobić zdjęcia przez tony niepotrzebnych śmieci hehehehe 

Namiastka pomalowanej spiżarni z tymczasową półką:



...i jeszcze kilka drobiazgów, które upolowałam:








Niebawem cd moich "dni wolnych" :)